Normcore

Termin normcore raz to raz pojawia się w mediach. Nie od dzisiaj, nie od wczoraj, a od kilku miesięcy. Niemal każdy modowy magazyn stworzył swoją unikalną definicję zjawiska. Istnieje też wpis w wikipedii, stworzony przez nieznanego artystę. Ale do rzeczy.

Całkiem niedawno napisałam tekst o Birkenstockach. Klapkach, na które moda jest co najmniej podejrzana. Toporne, dziadziusiowate buty zaskrobiły sobie całą masę zwolenniczek, co widać na naszych i zagranicznych ulicach. Osoby zarządzające brandem przyznają, że ledwo wyrabiają się z produkcją, ale wiedziały, że trend na Birkenstocki kiedyś przyjdzie i nakaże im zakasać rękawy. Nie ma co płakać, kiedy hajs się zgadza.

Nie wiadomo kto za tym wszystkim stoi. W sensie za modą na brzydotę. Mówi się, że normcore wymyśliła agencja prognostyczna K-Hole. Z definicji jest to moda uniseks, która nie wpisuje człowieka w żadne ramy, ani nie nakazuje sposobu noszenia się. Na jakiś sposób przypomina hipsterów, o których na początku było wiadomo tylko tyle, że nie lubią tego, co noszą wszyscy, więc kiedy pewna rzecz wejdzie w trend, przewalą cały strych, by znaleźć coś, co będą mogli uznać za godny zamiennik. Normcore też nie pozwala jednostce, by stała się częścią społeczności. Normalsi nie mogą naśladować ani punków, ani metalów, nie wolno im zerkać w stronę kochanych i słodkich tipsiar, szerokim łukiem muszą też omijać subkulturę hiphopową. Zamiast tego powinni dążyć do wyglądu inspirowanego jednym z liderów. Do wyboru jest całe grono postaci, Mark Zuckerberg, Steve Jobs, czy Barack Obama w wersji weekendowej, to tylko niektóre z nich. Prawdopodobnie w żadnym modowym czasopiśmie, przed powstaniem normcore, nie zostali wymienieni jako ikony stylu. Osoby te znane są ze swojego bardzo luźnego podejścia do ubierania się, z którego z pewnością nie czynią nader ważnego rytuału. Ten sam T-shirt, golf, czy adidasy? Wszystko ok, kiedy ma się na głowie ważniejsze sprawy niż moda.

Koledzy reprezentujący tak zwany styl na nerda, nie mieli dotąd łatwego życia. Dziewczyny mówiły, że wygląd nie jest najważniejszy, sugerowały dozgonną przyjaźń, jednocześnie delikatnie wspominając, by coś ze sobą zrobili. Teraz taki koleżka nie musi robić nic, bo przecież jest normcore. Co lepsze, jeśli zawsze się tak ubierał to znaczy, że jest prawdziwym geniuszem, bo wyprzedził swoje czasy.
zdjęcie: kohlmann.sascha

  1. To niesamowite, że dla wszystkiego i wszystkich nawet takich co nie zważają na to co na siebie zakładają znajdzie się odpowiednie określenie w świecie mody :) a Ty jesteś jeszcze bardziej niesamowita za każdorazowe prezycyjne opisanie tych zjawisk! tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawie opisane :) Chwytliwie, treściwie, dobrze się czyta! :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny genialny sposób żeby minimalnymi kosztami, jakimi jest wyprodukowanie ubran o banalnym kroju i kolorystyce, nabic dużo pieniędzy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wreszcie będę miał co na siebie założyć, żeby nie wyglądać jak homo papuga.

      Usuń
  4. Fajnie wpaść na bloga z którego można się czegoś dowiedzieć. Treściwie i ciekawie:). Będę odwiedzać.

    http://niewiadomyweronika.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. A może po prostu ktos ma w dupie modowe idiotyzmy i ubiera się jak mu pasuje, a nie jak mu każą blogi, szafiarki, celebryci inne pierdoly?;) na to juz nikt nie wpadł?;)

    OdpowiedzUsuń

top blogs
top blogs