Kryzys, którego nie widać

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego inaczej reagujemy na te same wydarzenia? Dlaczego uśmiech ekspedienta, szczęśliwy los na loterii u niektórych powoduje długotrwałe poczucie szczęścia, u innych przechodzi kompletnie bez echa? Brak pozytywnej reakcji. Ot, niewzruszona twarz, bo przecież nic się nie stało.

Według Maslowa, potrzeba raz spełniona nie jest już szczytem wymagań. Gdy złapiesz już spojrzeniem przystojniaka zza lady, nie będzie cię to dłużej wzruszało. Potrzebujesz czegoś więcej! Odtąd dniami i nocami możesz marzyć o spotkaniu z Ryanem Goslingiem.

Powyższy przykład jest z lekka przejaskrawiony, ale w wielu przypadkach prawdziwy. Na przykład w moim. Ciągle jest mi mało, więc poszukuję. Rozwijam nowe zdolności, zdobywam znajomości, które pewnego dnia mają sprawić, że przestanę marudzić. Albo będę to robić chociaż troszeczkę mniej.

Najwidoczniej problem mam nie tylko ja, ale i większość Polaków. Mówimy o tym sami, widzą to inni.

Znów napomknę o Hiszpanii. Mimo stopy bezrobocia sięgającej 35%, braku perspektyw na poprawę sytuacji i praktycznie zerowej znajomości języków obcych, są szczęśliwi. Sklepy odzieżowe są zapełnione ludźmi, stojącymi w kolejkach do kas. W spożywczym historia się powtarza. Na taśmie nie leżą samotnie: bułka i masło, a kilka tuzinów produktów, włącznie z gotową masą do naleśników(tak, Hiszpanie to leniuchy). No i restauracje. Kiedy chodzisz jeść coś poza domem? Jeśli nie jesteś businessmanem z maksymalnie napiętym grafikiem, pozwolę sobie domniemać, że robisz to jedynie w sytuacjach wymagających najwyżej jakości oprawy. Randka, zaręczyny, przeprosiny, Walentynki, urodziny mamy, taty i tak dalej, i tak dalej... Standardowy Hiszpan chodzi do restauracji codziennie! Najlepiej rano i wieczorem. Rano na szybkie śniadanie z kawą, później obiad, a wieczorem tapas przed imprezą albo z czystego łakomstwa. Właściwie nigdy nie jest sam, bo towarzyszą mu kumple lub rodzina. Siedzą sobie, żywiołowo rozmawiają i się zajadają, kiedy we własnym domu lodówka pęka w szwach(przypominam, że mają kryzys).

Moim celem nie jest wychwalenie przed niebiosa Hiszpanii, bo nie ma wyjątków od reguły i pewnie kilka wad też bym znalazła. Podkreślam to, co moim zdaniem jest ważne i może mi, Tobie, czy komukolwiek, kto przeczyta ten tekst uzmysłowić jedną, prostą rzecz: KRYZYS TO MY MAMY W GŁOWACH. Także daj spokój, wrzuć na luz, bo masz takie życie, że wiele osób może Ci go pozazdrościć.

0 komentarze

Prześlij komentarz

top blogs
top blogs