Do szewca idę choć nie chcę

Zajawka pozostawiła mnie bez szans: "Jesteśmy znawcami mody, koneserami wybiegów - dzisiejszy temat jest tylko zaczynem do poważnej dyskusji o modzie". Jak widzę słowo moda, muszę sprawdzić o czym będzie mowa. Lekko Stronniczy, godzina 18, jest filmik-nóweczka!

To tylko cztery minuty audycji, a panowie Włodek Markowicz i Karol Paciorek,podsuwają tyle tematów do dyskusji, że share na fejsie tych kilku skromnych słów komentarza by nie pomieścił. Lecimy więc z tekstem.


Na tapetę idą zawody, które kiedyś były opłacalne. Modne? Niekoniecznie, ale z modą na pewno bardzo związane. Szewc, krawcowa, zegarmistrz mieli kiedyś ręce pełne roboty, kolejki klientów pod sklepem i kalendarzyk krzyczący "pośpiesz się, fortuna czeka". W związku ze zmianami zasponsorowanymi przez USA i Chiny (http://animated-magic.blogspot.com/2014/03/dlaczego-kupujemy-jednorazowki.html), pieniążki lecą najczęściej na konto sieciówek, a rzemieślnicy czekają na lepsze czasy z nastawieniem pt. w końcu klient przyjdzie. Nie zawsze jednak przychodzi.

Miałam ostatnio niebywałą okazję poszukiwania dobrego szewca. W Rzeszowie lub Krakowie, w sumie było mi to obojętne, byleby but zaczął znów jakoś wyglądać. Zdecydowana większość salonów jakie widziałam wpisywała się w charakterystykę stworzoną przez Karola: "Jak wyglądają wszystkie zakłady krawieckie, szewców, zegarmistrzów? Jak one wyglądają? Jak [...] antykwariaty. W witrynie stoi jakiś stary, rozklejony but, który sugeruje, że w środku jest szewc. Marketing tych miejsce jest ujemny". A jak wchodzisz do środka to widzisz: walające się pary butów na podłodze, buty upchane rządkami na półkach, które zdają się zaraz runąć, a Twoje nozdrza rozpieszcza atakująca woń kleju. Podchodzisz do lady, by wytłumaczyć czego ma się tyczyć naprawa, a jegomość podchodzi do Ciebie z miną "CZEGO?!", trzymając w brudnej ręce bułkę i przeżuwając śniadanie. Zdajesz sobie sprawę, że nie dasz rady naprawić tych butów sama, ale chwilę się zastanawiasz, czy to na pewno jest to miejsce, którego szukasz. Zwłaszcza, że w okolicy jest co najmniej pięć innych zakładów szewskich.

To bardzo fajnie, że kiedyś koniuktura kręciła się sama, ale jeśli szanowny pan szewc chce przetrwać, musi walczyć. Posłuchać Markowicza i Paciorka, przepytać obecnych klientów i zmienić coś na lepsze. W tym temacie widzę spore pole do popisu. Drogi Panie Szewcu, jeśli jakimś cudem to czytasz, wyrzuć ten stary, straszący, zardzewiały szyld. Odmaluj ściany. Wymień półki. Układaj buty. Nie upychaj ich na siłę, nie rozrzucaj po podłodze. I uśmiechnij się czasem do klienta. Bo wiesz, czasem najlepsze skille nie pomogą, kiedy oprawa woła o pomstę do nieba.
FOTO: misphred

  1. Dziadek mojego przyjaciela, btw sąsiad jest szewcem. Jego zakład wygląda dokładnie tak jak opowiadasz. Oprócz tego, że podchodzi do klienta z uśmiechem. Ja oprócz tego uśmiechu nic bym nie zmieniała. Jak wchodzę w to miejsce, to mam pewność, że weszłam w dobre. To dzięki niemu moje glany nieprzerwalnie egzystują już naście lat :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sąsiad w grze o klienta zawsze wygra. Zwłaszcza jeśli jest uśmiechnięty. ;)

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że wygląd pomieszczenia jest po prostu charakterystyczny dla takiego miejsca, więc nie do końca się z tobą zgadzam, poza jednym: sprzedawca powinien być sympatyczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarówno mnie, jak i Lekko Stronniczej ekipie zależało na podkreśleniu tego, że do szczęścia na prawdę niewiele trzeba. Coraz częściej słyszy się o zamykaniu zakładów, a wystarczy myśleć troszkę bardziej przyszłościowo. Zrobić miłą otoczkę dla ciężkiej, dobrze wykonanej pracy.

      Usuń
  3. Ostatno popularnym dodatkiem dla szewców stały się usługi dorabiania kluczy. To już coś!

    OdpowiedzUsuń
  4. I obsługiwał - tj. dorabiał mi klucz - całkiem młody, dobrze wyglądający, wysoki śniady mężyczyna ;) Coś się zmienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...więc jednak nadciągają zmiany! ;)

      Usuń

top blogs
top blogs