Nasze (nie)kochane LPP

Początek Nowego Roku powinien być czasem na leczenie kaca, leżenie, odpoczywanie, ponowne leżenie i tym podobne. Tymczasem media donoszą o oszustwach podatkowych giganta odzieżowego made in Poland. Nawet jakbym chciała od niechcenia machnąć na to ręką, to scrollując walla na fejsie wiadomość zaatakuje mnie ponownie. Ok, skoro tak- tematu nie odpuszczę.
LPP zdobywa facebooka. Szkoda tylko, że w tak nędzny sposób. Od kwietnia i katastrofy w Rana Plaza(http://animated-magic.blogspot.com/2013/09/jestesmy-w-bangladeszu.html) minęło już parę miesięcy, można powiedzieć, że sprawa ucichła i masy niestrapionych klientów mogą dalej bez wyrzutów sumienia korzystać z zakupów w tej sieci. Ale to co dobre trwa krótko. Właściciel marek Reserved, House, Mohito i Sinsay dostał po łapach za wyprowadzanie zysków do fikcyjnych spółek na Cyprze i Jaradi Limited w Emiratach Arabskich. Obydwie spółki w rzeczywistości należą do LPP i mają jeden nieszczytny cel- uniknięcie płacenia podatku w Polsce.

Według informacji na stronie Wyborczej: "LPP to największa sieć odzieżowa w Polsce. Ubiegły rok zakończyła z 4,11 mld zł przychodów, co oznacza wzrost o 28 proc. W 2012 r. grupa zarobiła 355 mln zł. Ale mimo stabilnych wyników spółka szuka sposobów, żeby jeszcze poprawić ten wynik." Co w tej sytuacji powinien zrobić przeciętny Kowalski? Ciąć metki, unosić się, bojkotować! Pytanie tylko: co to da? Czy nie skończy się wielkim krzykiem, który ucichnie z dnia na dzień? Warto zauważyć, że LPP jako jedna z nielicznych firm odmówiła wypłacenia odszkodowań rodzinom ofiar. I tak samo jak w tamtym wypadku internetowa gwardia bojkotujących nie miała wielkiej siły przebicia, tak i tym razem istnieje spore prawdopodobieństwo, że takie zdanie okaże się zgoła nieważne. Przeciętny polski klient nie śledzi wirtualnych kryzysów, idąc na zakupy patrzy głównie na cenę, nie metkę. Tego typu afery interesują go tyle, co zeszłoroczny śnieg, bo tu obok istnieje prawdziwe życie, gdzie trzeba zadbać o rodzinę i najbliższych.

Rozwiązanie, którym szczyci się LPP to sztuczka, która pozwala zachować przedsiębiorcy jak najwięcej dochodu. Nad kwestią legalności tego działania można się rozwodzić, ale z tego co mi wiadomo ustawy podatkowe są tak długie i zawiłe, że w ich lekturze można by zasiedzieć się na długie godziny, a i tak nie wiedzieć wszystkiego. Oburzeni klienci widzą tylko jedną stronę medalu. Mało komu przejdzie przez myśl, że gdyby nie unikanie polskiego podatku, wyroby tej firmy kosztowały by znacznie więcej. I gdyby nie nasze polskie grabieżcze prawo żadna firma nie uciekała by do dalekich krajów, a odprowadzała podatek w ojczyźnie.

Nie stoję po stronie "oszustów". Staram się zrozumieć obydwie strony konfliktu i jak widać, jest do temat do dłuższej dyskusji. Kto kogo okrada? Niech wypowiedzą się fachowcy. Wszystkim pozostałym czytelnikom polecam natomiast pyszną herbatkę z melisą i gruszką.

FOTO:Tim Rizzo

0 komentarze

Prześlij komentarz

top blogs
top blogs