Kwiaty

Grudniowa pogoda była jedną z największych zagadek. Będzie ciepło, słonecznie, będzie można wylegiwać się na plaży, czy każdy skryje się pod kocem? Hiszpania chyba sama nie wie czego chce, aplikuje wszystkiego po trochu.

Generalnie nie jest tak, jak sobie wszyscy to wyobraziliśmy. Bo nie oszukujmy się, że większość z nas uciekała od chłodu, który serwują rodzime kraje. Tutaj miało być wieczne słońce, 25 stopni lub więcej, bikini, martini i same radosne sprawy. Tymczasem jest mi niewyobrażalnie zimno pomimo 15-17 stopni na termometrze. Świeci słońce, razi po oczach, a ja trzęsę się z zimna. Winowajcą jest wiatr. Nawet w małej dawce potrafi znacznie wpłynąć na temperaturę odczuwalną. A jak przyjdzie bliźniaczy brat halnego, to wieje przez 3 kolejne doby i wtedy nie pozostaje nic innego, jak właśnie ukrywanie się pod kocem.

Ewentualnie można się ubrać w najcieplejszą kurtkę. Jeśli nie masz takiej ze sobą, pamiętaj, by kupić ją jak najszybciej, bo tubylcom zaczyna być zimno już przy temperaturze 20 stopni. W październiku, czy listopadzie robią szturm na sklepy odzieżowe, wykupując zimowe kurtki. W tych samych miesiącach na uczelni bez problemu zgadniesz, kto jest ciepłolubny, a kto nie. Zobaczysz ludzi z sandałkach i szortach, a po drugiej stronie ringu tych, którzy przyodziali się już w zimowy asortyment.

Nie wiem, czy wynika to z oszczędności, czy ze stwierdzonej naukowo bezprzedmiotowości, ale ogrzewanie mieszkania, czy też szkoły uznawane jest za niezasadne. Przyjeżdżając na zajęcia trzeba uzbroić się w najcieplejsze ubrania. Przypadki ratowania się kurtkami i szalikami, to nie rzadkość, a norma. Kiedy zdarza się to komuś z nas, Hiszpanie wybałuszają oczy, mówiąc "przecież jesteś z Polski!". I wszystko się zgadza. Tylko, że w Polsce tak nie wieje, a nawet jeśli to mam pod ręką całą zimową garderobę i ubieranie tego wszystkiego na siebie jest standardem.

Ubieranie tego wszystkiego na siebie w Hiszpanii, póki co, wydaje się być dziwne.
foto: LOLA

top blogs
top blogs