Turysta polski


Sezon wakacyjny zmierza ku końcowi, młodzież szkolna pakuje powoli plecaczki i wraca do pierwszych ławek, a studenci przygotowują się na wrześniowy zjazd naukowców (chleją). Tylko szczęśliwcy będą dalej rozkoszować się słońcem, które trzeba łapać, bo coraz rzadziej się pojawia i coraz szybciej zachodzi. Nie zmuszeni do biznesowego outfitu, dumnie mogą prężyć swe klaty i biusty w strojach godnych turysty!

Być polskim turystą- sprawa wydawałaby się prosta, gdyby nie fakt, że prawowity nie-tubelec musi objawiać zarówno w swoim zachowaniu, jak i wyglądzie kilka niestandardowych cech. Niezbędna będzie: saszetka, kilka worków i reklamówek sygnowanych krajowymi sieciami spożywczymi, skarpetki(żadne tam stopki!), sandałki z poprzedniego sezonu oraz mapy turystyczne. To wszystko trzeba ładnie i zgrabnie upchnąć w torbie turystycznej. Walizki na kółkach są lamerskie i passé- o tym każdy mężczyzna wiedzieć powinien. Panie natomiast, charakteryzujące się zwykle nieco mniejszym bicepsem, mogą się zawsze ładnie uśmiechnąć i upolować swojego własnego, pełnoetatowego goryla.

Ok. Wszystko spakowane, problemy rozwiązane, możemy ruszyć dalej. Pytanie: gdzie? To proste. Tam gdzie nie był jeszcze żaden z naszych sąsiadów, a wiemy, że bardzo by tam chciał pojechać. Miejsce z katalogu, nieważne w sumie jakiego. Może być wypatrzone w taniej kolorowej prasie, choć lepiej postrzegane są oferty z biur podróży. Kiedy katalogi są poza zasięgiem ręki, a nasze nogi lubią długie spacery- warto przejść się po biurach podróży. Pani ekspedientka poleci nam szałowe miejsce do odpoczynku, a my po wielogodzinnych pertraktacjach zgodzimy się z lekkim nadąsaniem na daną ofertę. Wszystko po to, by w przyszłości wiedzieć wszystko o wszystkim i kiedy jakiś sąsiad spyta, dlaczego jedziemy do krainy X, będziemy w stanie bronić swego wyboru do upadłego.

Po wylądowaniu i oklaskach na cześć szczęśliwego lądowania, w końcu docieramy do miejsca docelowego. Od początku wszystko jest nie tak: bo hotel wyglądał lepiej na zdjęciu, miała być klimatyzacja, widok na morze, open bar i śniadanie do łóżka, a zamiast tego spada na nas wizja katastrofalnych dni w nieprzyjemnej atmosferze. Wychodzimy więc pozwiedzać. Zestaw obowiązkowy: przyluźne spodenki, skarpetki i sandałki. T-shirtu brak, bo po co on komu? Upał daje się we znaki, pot się leje strumieniami, decydujemy się więc ostentacyjnie świecić klatą(w końcu nikt nas nie zna, możemy sobie na to pozwolić). Pal licho jeśli jesteśmy chudym młodzieńcem. Niefortunnie na ten zabieg znacznie częściej decydują się panowie o znaczącej masie. Panie niestety, jak zwykle, muszą przecierpieć swoje. Pełnią za to funkcję przetrzymywaczy gotówki. Od dawna w końcu wiadomo, że panie zawsze mają więcej kieszeni i kieszonek, tajemnych ukryć i saszetek, które to na wyjeździe są niezbędne. I co najważniejsze mają torbę z którą się nie rozstają.

Zwiedzamy wedle mapy turystycznej. Uprzednio sprawdzamy ceny wejść do atrakcji turystycznych. Na miejscu publicznie i głośno krytykujemy dzieła sztuki w muzeach. Zwracamy na siebie uwagę niczym Brytole w Krakowie. Coraz częściej próbujemy być jak skośnoocy turyści, ale niestety mimo prób stanowią dla nas niedościgniony wzór w cykaniu fotek.

I tyle. Po całym dniu męczarni standardowo lądujemy z browarem w ręku(i kilkoma na podorędziu). Miłych wakacji.

  1. fajnie, tylko jeden błąd: sieciami nie siećmi spożywczymi :) pzdr

    OdpowiedzUsuń

top blogs
top blogs