Miłość na zimno

Pokaz planowo miał rozpocząć się o godzinie 21. Tłumy chętnych sprawdzających swoje nazwisko na komputerowej liście gości, pertraktracje o dopuszczenie do wejścia na salę przyczyniły się do lekkiego obsunięcia czasowego. Niektórzy w ogóle nie zdołali wejść na salę pokazową, przez co z wielkim smutkiem stanęli w drugiej sali, gdzie mieli lepszą dostępność do baru oraz, jak kto woli, ścianki sponsorskiej.

COLD LOVE otworzył podopieczny Rebel Models- Adrian Włodarski. Na wybiegu pojawiła się również topmodelka Asia Piwka oraz ku mojej wielkiej uciesze, jedna z uczestniczek Top Model- Tamara Subbotko. Jesienno-zimowa kolekcja Mariusza Przybylskiego stanowi kontrapunkt dla kolekcji wiosenno-letniej, gdzie dominowały damskie sylwetki. Tym razem większość projektów była stworzona z myślą o panach. Póki co nie ma mowy o zacieraniu granic płci. Kolekcje Przybylskiego mówią jasno o tym jak powinna wyglądać kobieta, a jak mężczyzna. Ona chłodna, zdystansowana, on pewny siebie i dominujący- idealna para, współgrająca stylistycznie.

Pokaz rozpoczął się od prezentacji sylwetek z futra i skóry. Futra są w Polsce nadal tematem tabu. Kolorowe, lisie ogony lansowane przez Pradę to zupełnie inna historia. Tu publiczność miała do czynienia z masywnymi futrami w wersji ekologicznej. Brunatne i kruczoczarne włosie zdobiło męskie i damskie płaszcze z dużym kołnierzem oraz kurtki o charakterze sportowym zapinane na suwak. Pod spód golf i skórzane spodnie w kolorze przygaszonej ultramaryny. U pań powłóczyste sukienki: czarne lub w zwierzęcy deseń. Panterka to hitowy wzór na większości dyskotek, niezaprzeczalnie wielu z nas kojarzy się z miłością. Niemniej jest ciężka do okiełznania. Tylko naprawdę wspaniały zmysł estetyczny potrafi wyciągnąć jej piękno. Mariusz Przybylski wyciągnął z panterki wszystko, co najlepsze. Patrząc na kreacje zdobione tym wzorem odnosi się wrażenie luksusu, mroźnej niedostępności. Następną część pokazu stanowiły kreacje z odysei kosmicznej. Srebrzyste spodnie i ramoneski- dla każdego, zestawione z granatową dzianiną. Znacznie bardziej moją uwagę przykuło jednak zestawienie srebra z bielą, które sprawnie wprowadziło na wybieg intrygującą geometrię form. Kolejny etap prezentacji stanowiły kreacje będące odzwierciedleniem konstrukcyjnych zabaw projektanta. Modułowe spódniczki spajające się w mikroskopijne plisy, T-shirty oversize, reinkarnacja znanych ubrań w coś nowego, nowoczesnego. Wykwitna prezentacja łączenia elegancji z futuryzmem, która stanowi wyróżnika Mariusza Przybylskiego na rodzimym rynku. Projektant po raz kolejny zreinterpretował żakiet na potrzeby wieczornego wyjścia, urozmaicając go panelami z kryształków Swarovskiego, które doskonale wpisywały się w kroje ubrań.

Stylizacja nie pozostawiała niczego do życzenia. Modele i modelki mieli gładko zaczesane włosy, co potęgowało wrażenie niedostępności. Teatr Nowy- dość nietypowe miejsce do organizowania pokazu mody, wymusił na nich diagonalne ścieżki prezentowania kreacji. Podczas pokazu fani "Requiem for a dream" rozpoznali melodię "Coney Island Dreaming", większość publiczności również nie miała problemu z odgadnięciem finałowej piosenki- The Irrepressibles. Cały entourage był dokładnie przemyślany, pozbawiony przypadkowości. Widz otrzymał wizję prawdziwie chłodnej, ale i pięknej miłości.

foto: 

  1. Świetnie się czyta twoją recenzję

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo takie relacje to się super czyta :D A nie jakieś fotki z ajfonów pseudo celebrytek i zdjęcia zaproszeń ^^

    OdpowiedzUsuń

top blogs
top blogs