Dyskoteka trwa

Historia zmieniła bieg wraz z rokiem 2011, kiedy to na praskim podwórku zorganizowano pokaz reinterpretujący "Tango" Zbigniewa Rybczyńskiego. Prezentacja kolekcji odbyła się na świeżym powietrzu jednego z dziedzińców. Obecni goście spatrywali z pożądaniem nie tylko na kolekcję, ale i na kieliszki wódki, które były nieodłącznym elementem pokazu. Pomysł wspaniały, niezmiernie mocno osadzony w polskich realiach. Co jest znacznie istotniejsze- rozpoczął on zupełnie nowy rozdział w polskiej modzie.

Modowe spektakle stanowią wyzwanie dla każdego projektanta. Skutecznie rozprawili się już z nimi Paprocki &Brzozowski(kolekcja osadzona w buduarze), ZUO Corp.(unieruchomiając modelki na iluminowanych kubikach), La Mania(zatrudniając tancerkę tańczącą na linie) i oczywiście Robert Kupisz(co sezon wprowadzający widza do innej kultury). Na uwagę zasługuje również przedwsięwzięcie Kryształowe Wesele z okazji 15-stolecia marki Gosia Baczyńska, które zjednano z inauguracją wprowadzenia linii GB White do szerokiej sprzedaży. Projektantka od dawna tworzyła suknie na zamówienie, stąd też o atelier na Floriańskiej było głośno dużo, dużo wcześniej nim kolekcja trafiła do masowego odbiorcy. Wielkie, huczne wesele utrzymano w klimacie lat 20. i 30., a po biesiadzie i świętowaniu wszyscy goście otrzymali pożegnalne, pamiątkowe obrączki.

Gosia Baczyńska nie popada w schematyczność i ciągle zaskakuje. Tworzy minispektakle, inscenizacje w których tło nigdy nie jest bezbarwne. Po kolekcji zatytuowanej "I feel love" można było spodziewać się wszystkiego. W moich oczach jawiła się wizja koronkowych sukienek wykończonych atłasowymi wstawkami. Delikatnych, osadzonych w trendzie piżamowym. Równie dobrze mogły to być sukienki kuse, bądź w stylu babydoll- spekulować mogłabym bez końca.

Naistotniejsza podpowiedź kryła się w scenografii pokazu. Nad sufitem widniało mnóstwo kul dyskotekowych, które zespolono w całość. Wiszące jedna obok drugiej kule odbijajały rozproszone flary światła po całym wnętrzu sali. Ścieżkę, którą przechadzały się modelki- usypano solą, a publiczność usadzono na kilkudziesięciu białych krzesełkach w około okrągłego wybiegu.

Pokaz otworzyła prezentacja długich sukni- klasycznych krójów naświetlających fascynacją futuryzmem. Tkaniny nowych technologii: sztywna guma przypominająca pleksi, pianka oraz materiał-taśma, wystartowały na równi z koronką, której na tym pokazie było zaskakująco mało. Dziergana ręcznie półprześwitująca pepitka, czy splamiona biel sukienki tworzyły efekt nieprzypadkowej destrukcji. Kobieta według Baczyńskiej nadal zakłada koronki, ale po lekkiej modyfikacji. I choć daleko jej do rockowej księżniczki to w kreacjach tych można doszukać się wyrazu buntu. Pierwsza część pokazu prezentowała kreacje niczym z wycinanki nieposkromionej, artystycznej duszy. Sukienki przyozdobiono geometrycznymi wstawkami, które jakby na przekór wystawały poza jej domyślną długość. Wstawki-ramiączka sprawiały wrażenie jakby dany element miał niesfornie odmienić cały dotychczasowy image. Główny motyw stanowiły gorejące serca, będące bezpośrednim odwołaniem do tytułu kolekcji. Dyskotekowy klimat wzmocniły połyskliwe gwiazdy o ostrych, szpiczastych wykończeniach. Na wybiegu dominowała biel, szarości, czerń i granat, ale nie zabrakło również mocnego akcentu kolorystycznego, osadzonego między turkusem, a zielenią.
Designerska sukienka z podwiniętym, ukróconym dekoltem typu waterfall i rozkloszowanym dołem zdecydowanie stanowiła jeden z hitów pokazu. Smuci mnie jednak fakt, że na chwilę obecną, prócz siedzącej w pierwszym rzędzie- Moniki Brodki, nie jestem wyliczyć więcej odważnych celebrytek, bądź też gwiazd, które mogłyby wybrać ten strój(choć w duchu mam nadzieję, że się mylę i ktoś mnie mile zaskoczy). Wielcy projektanci jednak nie projektują dla wszystkich, a dla wybranej grupy klientek. Kreacja nie ma przytłaczać, a stanowić uzupełnienie charakteru. Dlatego też na pokazie Baczyńskiej nie zabrakło propozycji dla osób ceniących sobie bardziej powściągliwe stylistycznie fasony. Potencjalne klientki zyskały możliwość wyboru między innymi spośród pepitkowych wariacji, które stanowią moją ulubioną część pokazu. Kurzej stopce odebrano elegancji, a dodano zadziorności. Prześwitujący kombinezon, spodnie(!) sparowane z pięknym, czarnym płaszczem, czy minisukienka z pewnością wzmożyłyby ciekawość nawet u samej Coco Chanel. Przebojem na wybieg weszła sukienka-pajęczyna będąca genialną alternatywą dla cekinowych sukienek, którymi po kilku sezonach- można być już znużonym. W retrodyskotece Gosi Baczyńskiej nie ma miejsca na nudę. Kolejną część pokazu stanowiły  piankowe kombinezony zdobione fluoresencyjnymi wstawkami oraz propozycje tęczowych kurtek i płaszczy na przyszły sezon. Tuż przed finałem natomiast można było ujrzeć powłóczyste, trójwymiarowe suknie z materiału imitującego folię aluminiową.

Oglądając pokaz, widz miał wrażenie jakby przeniósł się w czasie. Afro-fryzury u modelek, mocny, kolorowy make up i stylizacja autorstwa Andrzeja Sobolewskiego stanowiły nowoczesne odzwierciedlenie czasów w których dominowało disco. W ubiegłym roku zmarła Donna Summer, będąca autorką przeboju "I feel love". Hit z 1977 roku stanowił piosenkę finalną, która zamknęła pokaz będący hołdem zarówno dla futuryzmu, jak i nurtu retro.

top blogs
top blogs