click, crack, CROCS!

On około trzydziestki, pracownik jednej z najbardziej renomowanych firm w branży finansowej, której perspektywy zdają się rosnąć z dnia na dzień. Ubrany w wysokiej jakości garnitur, nawet nie muszę (i nie chcę) zgadywać, ile kosztował. Do tego ma idealnie dobraną koszulę i jedwabny krawat w paisleykę (niewątpliwie śledzi trendy). W prawej ręce dzierży skórzaną aktówkę (i tu również widać nacisk na jakość wykonania). Lewa ręka zarezerwowana jest dla ukochanej (najwidoczniej), która w żadnym stopniu nie odstaje od niego wizualnie. Jest śliczna, naprawdę. Szczupła blondynka w sukience w groszki, ewidentnie inspirująca się paryskim szykiem. Idzie posuwistym krokiem, przyciągając spojrzenia przechodniów.


Do tego momentu jest pięknie, wręcz cudownie! Jednak powyższy akapit ma jeden poważny brak. Celowo nie ma w nim ani słowa na temat obuwia. To ono jest wstrętnym gwoździem do trumny, które niszczy skrzętnie dobrane elementy garderoby. Niemożliwe?! Jednak prawdziwe! Na pokładzie zawitały crocsy!

Czar prysł. Odwracam wzrok. Nie chcę, nie będę i nie zamierzam na to patrzeć. Przez chwilę zadaję sobie pytanie “dlaczego?!”, by w parę godzin później zastanawiać się nad fenomenem przeokropnych butów, które szturmem podbiły serca nie tylko Polaków, ale i całego świata. Żywię szczerą awersję do tych upiornych chodaków. Nawet najpiękniejsze nogi świata włączają ich właścicielki w szeregi przedstawicielek kaczego chodu. Człap, człap, przepraszam – to chyba miały być krokodyle.

Pomysł był prosty, innowacyjny i- według weryfikacji czasowej- szalenie intratny. Historia crocsów rozpoczyna się pod koniec lat 90., kiedy to trójka przyjaciół z Kolorado żegluje po Morzu Karaibskim. Na pokładzie pojawiają się specjalne buty do nurkowania, wykonane z lekkiego tworzywa. Parę lat później, przedsiębiorca George Boedecker Jr rozpoczyna masową produkcję piankowych potworków, wpadając na interes życia.

Na Polski rynek crocsy dumnie wkroczyły przed wakacjami 2009 roku. Trend jako pierwsze podchwyciły gwiazdy, Ewa Gawryluk, Katarzyna Cichopek i bijący wówczas rekordy popularności, klaszczący Piotr Rubik. Zbombardowani artykułami, że chodaki noszą gwiazdy światowego formatu, zaczęliśmy powoli, powolutku przekonywać się do nich i (niestety) planować zakup. Koszt takiego cacka wcale nie jest (i nie był) mały, bo oscyluje w okolicach 200 zł. Ale co tam! Zawsze można kupić podróbkę! Skoro trend już dawno wdrożył się w codzienność, sklepy postanowiły stworzyć swoje serie butów, które mniej lub bardziej przypominają oryginały. Tu już ceny są bardziej przyjazne, wymagają jedynie jednorazowej zmiany priorytetów. Możemy odmówić sobie przysłowiowej paczki fajek i kupić crocsy. Przynajmniej będziemy modni. I zdrowsi.

Zakup dokonany. W porządku. Błędy w miłości zdarzają się każdemu. Jeśli jednak jest ona takwszechogarniająca, to sugeruję, by okazywać ją podczas uprawy ogródka działkowego albo nurkowania – czyli w miejscach, dla których crocsy zostały stworzone.

(powyższy tekst pojawił się również na oficjalnym blogu SHOWROOM)
click here for the ENGLISH VERSION

  1. moim zdaniem te buty są po prostu brzydkie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zanim crocky szturmem trafiły na polskie ulice, obserwowałam je na wielu stopach w Holandii i nie potrafiłąm zrozumiec dlaczego Ci nie najgorzej ubrani ludzie noszą takie szpetne buty! Przetłumaczyłam to sobie wtedy, że ciągle tam pada, więc przynajmniej deszczówka szybko wyleci, a obuwie wyschnie, ale jak zobaczyłam potem, że crocksy i ich podróbki są już dosłownie wszędzie, to zwątpiłam kompletnie. Nigdy tego obuwia nie kupię, chyba że dzieciom, bo jak zauważyłam moja bratanica ze swoją parą się nie rozstaje, ale czterolatce można więcej wybaczyć:)

    OdpowiedzUsuń
  3. uwierz mi lub nie, ale widziałem crocsy na wybiegu. wyszedłem...
    ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz ciekawy sposób pisania, aż chce się czytać :) A co do butów, to mój chłopak jest ich wielkim zwolennikiem, na szczęście tylko na działkę :P Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. do ogródka są wporzo :D ale na ulicę bym w życiu w nich nie wyszła...

    OdpowiedzUsuń
  6. a o którą bransoletkę pytasz? who czy katherine?

    OdpowiedzUsuń

top blogs
top blogs