Someone'd found my childish wishes, immature desires

Był czas kiedy w moim życiu więcej działo się tanecznie, aniżeli modowo. Kochałam to co robiłam, poświęciłam tańcu naprawdę sporą część życia. By rywalizować o medale zjeździłam pół Polski i kawałek zagranicy : od miejscowości najmniejszych po te większe, bardziej rozwinięte. Na jednym z turniei zaprzyjaźniony trener zasugerował tacie, żeby spróbował wytypować zwycięskie pary. Jego propozycja początkowo została odrzucona z rzekomego braku fachowej wiedzy na temat techniki tańca. A byćmoże po prostu ze skromności, bo jak się później okazało nieśmiałe osądy z biegiem czasu okazywały się coraz bardziej trafne. Wszak, nie musisz być wytrawnym sędzią żeby wiedzieć co dobre.


Przekonałam się, że ta reguła tyczy się nie tylko tańca. Jakoże w ubiegły weekend organizowany był jeden z najważniejszych modowych eventów Polsce, nie wyobrażałam sobie żeby mogło mnie tam zabraknąć. W niedzielę chwilowo książki poszły w odstawkę (całe szczęście nie spowodowało to negatywnych skutków na uczelni), zostając radośnie zastąpione przez aparat, który miał uwiecznić kolekcje projektantów. O tym co z tego wyszło możecie przeczytać na facebook'u.

Przyznaję, że nie sugerowałam się harmonogramem i pojechałam na Krakowskie Przedmieście tak po prostu, w ciemno. Byłam przekonana, że tak duże wydarzenie z pewnością będzie miało jakieś obsunięcie czasowe. Myliłam się. Organizacja Warsaw Fashion Street stała na najwyższym poziomie dzięki czemu wszystko działało niczym w zegarku. Stanęłam więc w pobliżu wybiegu, ponieważ właśnie została zapowiedziana horda pokazów młodych i zdolnych, czyli finalistów konkursu New Look Design.

Zadaniem projektantów było stworzenie kolekcji inspirowanych tematem : "Malarstwo jako sztuka inspiracji". Zgłoszeń było coniemiara, jednak nie każdy mógł liczyć na ocenę pracy przez szanowną komisję. Przez sito selekcyjne przeszło 15-ście kolekcji, które zostały stworzone pod wpływem twórczości m.in. Basquiat'a, Ryman'a i Redon'a. Jury miało twardy orzech do zgryzienia, bo propozycje projektantów były szalenie zróżnicowane. Górnolotne, naprawdę godne uwagi projekty przeplatały się z niezbyt wyrafinowanym stylem. Ktoś kombinował, a ktoś szedł na łatwiznę. Dosłownie interpretował malarstwo, bądź też poświęcił mu chwilę, zastanowił się nad zamysłem autora, a rezultat rozmyślań przeistoczył w końcowy efekt. Zwracał uwagę dziwacznymi wstawkami, bądź też kompletnym minimalizmem.

I nagle na wybiegu pojawiła się kolekcja Anny & Danuty Dąbrowskiej.

Wytwory wyobraźni zyskały prawo istnienia w rzeczywistym świecie. Zawdzięczają to ugruntowanej wiedzy na temat krawiectwa. Danuta Dąbrowska po ukończeniu krakowskiego SAPU ruszyła do Walencji. Rozpoczęła dalszą modoedukację w Academia De Gremio de Sastres y Modistas, współpracowała z wieloma projektantami zza granicy, a w międzyczasie nieustannie konkurowała z ołówkiem, by wykrzesać z niego fascynujące, autorskie projekty. Na pomoc przyszła jej zaradna siostra Anna - absolwentka Wydziału Grafiki i Scenografii Krakowskiej ASP, fanka designu i przenikania się dziedzin sztuki.

Kolekcja C'olor Mood to fuzja ich wyobrażeń o tym, jak powinno być łączone malarstwo i moda. Tu nie ma żadnego przypadku. Forma pełni swoją funkcję, a przy tym jest gruntownie wkomponowana w zamysł kolekcji. Istotny jest tu zarówno środek przekazu, jak i wykorzystana technika, która pozwala na tworzenie warstwowego obrazu. Autorki nie lubią udziwnień, dlatego też do swój pierwszy(!) wspólny projekt oparły na prostych formach. Zredefiniowały prostotę, nadając  krojom objętość wprost z wyobraźni małej dziewczynki. Wprowadziły widza do świata, gdzie wszystko jest się duże, piękne i kolorowe.

W tej kolekcji odnalazłam cząstkę siebie. Minęła dosłownie sekunda od rozpoczęcia pokazu i... przepadłam. Zaprezentowano idealne wyważenie elegancji i artystycznego luzu, trochę niefrasobliwego, nieprzejmującego się tym, co realne. Gdybym potrafiła projektować, zilustrować swoje myśli to pewnie tak wyglądałaby moja kolekcja... Z racji tego, że jednak takich zdolności nie posiadam, wpatruje się jak oczarowana w C'olor Mood autorstwa Ani & Danuty Dąbrowskiej. Ktoś kto w tak piękny sposób potrafi dowieść, że artyzm wcale nie musi się kojarzyć z obskórnymi łachmanami, powinien mieć pierwszeństwo na modowej autostradzie. I tego właśnie życzę!

click here for the ENGLISH VERSION

  1. a udało Ci się kupić? ja przegapiłam kilka razy i wreszcie mi się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wiesz co ja nie żałuję, tylko trochę się pomyliłam jeśli chodzi o rozmiar. Zamówiłam 38, a niestety jest na mnie trochę za duży, ale trudno :)

    OdpowiedzUsuń
  3. chciałabym być kiedyś na takim pokazie. / http://murphose.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Spódnica z pierwszego zdjęcia <3

    Bardzo podoba mi się jak piszesz. Z przyjemnością przejrzałam kilka poprzednich postów. Blogi z milionami zdjęć i podpisami metek każdego ubrania bez sensownego komentarz trochę mnie już nudzą :)

    Dziękuję za komentarz u mnie! Obserwuję i zapraszam do obserwowania mnie :3
    xoxo, http://themintmind.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. A mi się podobają buciki modelek <3 :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie fajnie się oglądało taki pokaz, zazdroszczę :) Fajne ciuchy :D

    OdpowiedzUsuń

top blogs
top blogs