Sister Power - Rodarte

Ludzie podążają za swoimi marzeniami, wbrew przeciwnościom realizują zamierzone cele i udowadniają światu wartość twórczego myślenia. Czy naoglądałam się za dużo filmów o amerykańskim śnie? Raczej nie. Po prostu z biegiem lat zrozumiałam, że takie przypadki zdarzają się w naszym realnym świecie. Doskonałym przykładem są pochodzące znikąd, a zmierzające w wielkim kierunku siostry Mulleavy, stojące za marką Rodarte.

Kate i Laura pochodzą z Pasadeny – prowincjonalnego miasteczka w Kalifornii. Wciąż nieśmiałe i skryte, nie obnoszą się ze swoim talentem. Najnowsze kolekcje zamiast w luksusowym studiu w nowojorskim apartamentowcu, tworzą na… kuchennym stole w rodzinnym domu. Chciałoby się rzec, że dom ten jest przepełniony zaskakującą siłą wyobraźni, która ma coraz to mocniejszy wydźwięk wraz z każdą kolejną kolekcją utalentowanych sióstr. O dziwo, żadna z nich nie skończyła szkoły dla projektantów. Czyni je to jeszcze większym odkryciem w branży modowej. W dodatku, jakże zjawiskowym!
Mówi się, że w 2005 roku, siostry Mulleavy przybyły do Nowego Jorku z walizką, która mieściła zaledwie kilka sukienek oraz płaszczy ich projektu. Portofolio, które powstało ze wspólnych oszczędności, rozesłały w nadziei do redaktorów najważniejszych magazynów mody. Ich wytrwałość i talent, dbałość o każdy szczegół, musiały zostać docenione. Rodarte zdobyły nagrodę CFDA Swarovski Emerging Womenswear Designer oraz Swiss Textiles Award. W ekspresowym tempie zyskały poparcie w branży, nawet takich starych wyjadaczy, jak Karl Lagerfeld czy Christian Louboutin. Wśród zagorzałych fanek ich talentu znalazły się takie gwiazdy, jak : Natalie Portman, Keira Knightley, Kirsten Dunst, Michelle Obama, Chloë Sevigny.
Inspiracje dla kolekcji nigdy nie były nudne i sztampowe. To modowe objawienia powstałe na mocy japońskiej mangi, "Gwiezdnych Wojen", czy też ulubionego gatunku filmowego sióstr, jakim są horrory.

Pierwszej kolekcji, powstałej w 2005 roku zarzucano zbytnią abstrakcyjność. Siostry jednak bez problemu obroniły swój talent, wraz z kolejną prezentacją swoich dzieł. Zainspirowane japońskimi horrorami projektantki, udowodniły, że potrafią łączyć kontrastujące ze sobą światy.
Stworzony przez nie mix słodkiej księżniczki i punkowej buntowniczki w teoretycznie zbyt luźno utkanych rajstopach, okazał się strzałem w dziesiątkę. Kolekcja, która czerpała siłę z marzeń każdej małej dziewczynki, przyprawiona była rozdarciem emocjonalnym jakie następuje w wieku dojrzewania. Delikatne, cukierkowe sukienki ewoluuowały w czasie burzliwej walki z samym sobą. Materiały się postrzępiły, a kolory wypłowiały.

Za rozwinięcie tej kolekcji uznano propozycje na sezon wiosna-lato 2009. To projekty, które nie sposób przeoczyć. Bajeczne kreacje czarowały barwami, centrymetr po centrymetrze zlewając się finalnie w inny odcień. To innowacyjne podejście do mieszania kolorów, zapewniło siostrom rzesze fanów. Modelki jako współczesne greckie boginii, w drapowanych sukniach prezentowały kreacje w barwach fioletu, pomarańczu i niebieskiego. Gdzieniegdzie pojawiał się flirt z bielą, beżem, a czerń występowała w ramach mocnego, przykuwającego wzrok akcentu.  Po raz pierwszy pojawiły się podziurawione niczym sito legginsy. Sieciówki szybko podłapały ten trend i wdrożyły w swoje kolekcje podobny dodatek.

Następnie projektantki Rodarte odbyły krótki romans z Frankensteinem. Zainspirowane jego postacią, zbudowały kreacje kawałek po kawałeczku, tworząc wariację na temat tej samej, futurystycznej minisukienki. Dopasowały do niej rockowe kurtki bikier, które fantastycznie kontrastowały z delikatnym szyfonem. Ozdobna włóczka, zyskała swoje pięć miniut. Pojawiała się na coraz to większej ilości kreacji, pętląc się we wszelkie możliwe strony. Szarości na wybiegu wypadły nadzwyczaj dobrze. Być może to zasługa doborowego towarzystwa - zieleni, brązów i czerni. Buty otrzymały niemałą rolę w tym przedstawieniu. Wysokie, skórzane kozaki o długości za udo, doskonale nawiązywały dialog z kreacjami na wybiegu. Zresztą, nie mogło być inaczej, skoro obuwie wyszło spod ręki mistrza Nicolasa Kirkwooda.

Rok 2010 przyniósł ze sobą najbardziej spektakularną kolekcję. Obfitował w pajęczą włóczkę, misterne dziury i skórzane paski noszone przez wytatuowane wojowniczki. "Opowiadamy historię kobiety, która odradza się z popiołów jak kalifornijski kondor" - rekomendowała kolekcję Kate. Ubrania te wyglądały jakby przeszły jakąś katastrofę. Wypłowiałe kolory na kreacjach, które zdawały się zmierzać ku rozpadowi, dla stałości formy przytrzymywane były czarnymi pasami. Skrawki materiałów strzępiły się, plątały między sobą i oplatały sylwetkę, tworząc kompilację pozornie przypadkowo dobranych do siebie faktur. Dużym echem odbiły się tatuaże, które namalowano na rękach modelek. Widowiskowe tribiale wyróżniły się na tle innych domów mody tj Chanel i Gaultier, podkreślając w znaczący sposób indywiduum marki. To wyjątkowa kolekcja która dobitnie ukazuje geniusz Rodarte. Tylko one, potrafiły z czysto katastroficznego obrazu stworzyć propozycje, które swoją niepozornością wpasowały się w kanon "piękna". 

Wszystko zdawało się zmierzać w dobrą stronę. Niestety, w sezonie jesień-zima 2011 siostry Mulleavy znacznie przytemperowały swoje zamiłowanie do szaleństw. Odskoczyły od swojej domeny, jaką są abstrakcyjne połączenia.

Przestały bawić się skrawkami materiałów. Przestały zaskakiwać.

Zamknęły cały swój temperament, pozwalając artystycznemu duchowi zapaść w sen zimowy. Tylko po co?
Stworzyły kolekcję podobną do wielu innych, w której dominuje długość midi oraz spokojna kolorystyka. Wykorzystały paletę klasycznych barw - odcienie beży, szarości i brązów. Modelki z rozwichrzonym włosem, zaprezentowały najbardziej stonowaną i trzeba przyznać - bez polotu - kolekcję duetu.
Skromny pret-a-porter, w nieco babcinym stylu, inspirowany jesienią na wsi. Propozycje, które bez większych starań możemy wtłoczyć w codzienne życie, wykorzystując jej poszczególne elementy do najzwyklejszych stylizacji.
Mam nadzieję, że nie jest to działanie czysto komercyjne, a jedynie potknięcie, nieudana próba zaskoczenia widza totalnie odmienną wizją niż ta, z którą kojarzona jest marka. Jeśli tak - w porządku. Jestem w stanie przymknąć na to oko. Ale tylko ten jeden, jedyny raz.

W swojej karierze siostry skupiają się nie tylko na marce Rodarte. Podejmują się także innych działań. Projektowały dla GAPa, Target oraz stworzyły kostiumy do filmu "Black Swan", które zresztą zostały nominowane do Oscara.
"Myślę, że nasza estetyka naturalnie pasowała do tego filmu. To nasz wielki moment i jedno z najbardziej ekscytujących przedsięwzięć, ponieważ efekt końcowy okazał się zapierać dech w piersiach" - Laura Mulleavy. Nie było to najłatwiejsze zadanie. Strój taneczny powinien być nie tylko zjawiskowo piękny, ale przede wszystkim - funkcjonalny. "Tutu to trzynaście warstw sztywnego tiulu, który układa się wokół ciała - to szaleństwo" - dodała projektantka.

Jako była tancerka i pasjonatka mody z niecierpliwością oczekiwałam na premierę filmu. Udało się! Stroje idealnie wkomponowały się w klimat "Czarnego Łabędzia". Były doskonałym dopełnieniem całego obrazu. Tutu, przepełnione kryształami Swarovskiego mieniło się wszystkimi barwami tęczy, skrywając w sobie mroczną tajemnicę...

Kolaboracja sióstr jest bez wątpienia bardzo zjawiskowa. Wspólnymi siłami odmieniły świat mody, ukazując całkowicie odmienny pogląd nt łączeń materiałów i kolorów. Podczas swojej stosunkowo krótkiej działalności zdążyły udowodnić światu, że posiadają cechy, dzięki którym będą w stanie przetrwać w branży. Są wytrwałe i cierpliwe, mają wielką wyobraźnię i talent. Żal było by to wszystko zaprzepaścić.

Dlatego też osobiście życzyłabym sobie by powróciły na swoje dawne ścieżki i realizowały wizje wykorzystując to, w czym są najlepsze. Niech zaskakują!
I totalnie na marginesie - pozdrawiam moją siostrę, która jest najwspanialszym motywatorem do napisania tego artykułu.

click here for the ENGLISH VERSION

  1. Ja o ich istnieniu dowiedziłam się właśnie po 'black swan' i poszukałam trochę informacji. Zorientowalam sie, ze natalie portman, ktora uwielbiam bardzo zaklada projekty wlasnie z ta metka. Lubie, ale i tak ubostwiam mcqueena

    OdpowiedzUsuń
  2. ilu ciekawych rzeczy dowiedziałam się u Ciebie!przyznam się po cichu,że nie śledzę bieżących modowych trendów:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś genialna i prze zdolna! podoba mi się Twój styl i podejście do mody! obserwuję i zapraszam.

    OdpowiedzUsuń

top blogs
top blogs